Mick Taylor Band
16 lipca 2010 r. (scena przy ratuszu)
Po tym, co Dwayne Dopsie z The Zydeco Hellrairers pokazał na koncercie w parku, Mick Taylor stał na przegranej pozycji. Rozgrzana, rozentuzjazmowana publiczność jakoś nie miała ochoty przestawić się na słuchanie rozwlekłych, stonowanych kompozycji. A jak do tego się doda fakt, że spóźnieni muzycy długo się zgrywali, to nie dziwi wcale, że wielu znużonych odeszło od sceny. Przypuśćmy, że sola Taylora mogły się podobać, ale wokal już raczej nie. Przyznaję, iż przeszłość muzyków towarzyszącym byłemu gitarzyście Rolling Stones na scenie robi wrażenie. Cóż z tego jednak, gdy sprawiali wrażenie jakby przyjechali do Suwałk za karę…
Jeszcze jedno. Fotografowie mogli działać w fosie w czasie trwania dwóch pierwszych utworów. Dlaczego panowało wtedy na scenie tak ohydne światło o tonacji szaro-czerwonej?!
To właśnie jest jeden z małych minusów Festivalu. Skoro limituje się czas na robinie zdjęć, wypadałoby przedstawić gwiazdy w jak najlepszym świetle (a nie czerwonym półmroku). Być może taki właśnie był scenariusz koncertu, żeby widowisko się rozkręcało w miarę jego trwania. Potem widzieliśmy także ładne snopy świateł, ale większość osób z fosy musiała przenieść się nieco dalej (ostatnie foto).